| Data wyprawy: | 2010-09-06 |
|
| |
W Chorwacji byłem już kilka razy, ale ze względu na moje obawy o pogodę do tej pory wystrzegałem się jej północnych rejonów. Tym razem z różnych względów na wakacje jechaliśmy tylko we dwoje i dopiero na początku września. Nie chcieliśmy nigdzie lecieć samolotem, Bałtyk we wrześniu odpada. Mój typ padł na Chorwację, a już bardziej szczegółowo, na najbliższe Polsce rejony. Pierwszym celem miała być Pula, ale w trakcie przeglądania mapy natrafiłem na miejscowość o dość ciekawej nazwie – Rovinj. Standardowa weryfikacja (Google, Google Earth) dały obiecujące wyniki. Znalazłem kilka noclegów, drogowa mapka Europy w kieszeń, bak do pełna i ruszyliśmy w drogę. Podróż Ruszaliśmy z okolic Warszawy. Z doświadczenia wiem, że najlepszą trasą do Chorwacji jest droga prowadząca przez Cieszyn, Czechy, Austrie i Słowenie. Przed wyjazdem wyczytałem również, że w Słowenii niezbędne jest wykupienie winietki na 7 lub 30 dni. Tygodniowa była za krótka, więc musiałem wykupić miesięczną. Z tego też względu postanowiłem nad Adriatyk dostać się przemierzając Słowenię autostradami i nie płacąc nic za przejazdy w Chorwacji. Moja trasa miała następujący przebieg:
Cała trasa miała około 1300 kilometrów i zajęła nam około 15 godzin z krótkim spaniem w Austrii. Jest to chyba jedno z najbliżej położonych miejsc nad Adriatykiem. W trakcie naszego pobycie w Rovinj zwiedziliśmy półwysep Istria z jego miasteczkami Pula, Rabac, Grasisce, Pasin, Vrsar i Porec. Główną atrakcją wyjazdu było również zwiedzenie Wenecji, ale o tym już w relacjach z poszczególnych miejsc dołączonych do tej wyprawy. Zaczynamy od Rovinj. | |















