| Data wyprawy: | 2007-08-24 |
|
| |
Dopiero w ten weekend miałam możliwość skreślenia kilku zdań z mojego pobytu w Normandii i Bretanii. Z braku czasu, po raz pierwszy pojechałam na wakacje prawie zupełnie nieprzygotowana, wiedząc tylko w ogólnym zarysie czego mogę się spodziewać.. Na nieprzewidywalną bretońską pogodę przed wyjazdem dokonałam przede wszystkim zakupu kaloszy i porządnych kurtek przeciwdeszczowych. Nie miałam bowiem zamiaru przemoknąć do suchej nitki tak, jak podczas majowego pobytu nad Jeziorem Maggiore. I tu pierwsze zaskoczenie, jak najbardziej pozytywne. Kurtki przeciwdeszczowe, kalosze i flanelowe koszule nie przydały się na nic. Pogoda była piękna. Temperatura powietrza zaskakująco wysoka. Dni słoneczne. Mimo wiatru znad Atlantyku, można było całymi godzinami leżeć na plaży. Nawet woda w oceanie zachęcała, przynajmniej mnie, do kąpieli. Czyste, niemal krystaliczne wody, sprawiały prawdziwą przyjemność pływania, chociaż jej temperatura nie przekracza 150 C.:) Jednak za nic nie oddałabym pływania w tej wodzie w zamian za nurzanie się w ciepłych jak zupa odmętach Morza Śródziemnego na Lazurowym Wybrzeżu południa Francji. Trzeba jednak zauważyć, że to tylko moje wrażenie, gdyż nikt z reszty towarzystwa (a i innych wczasowiczów rzadko kto) nie odważył się zanurzyć głębiej niż po kostki, a moja wnuczka Zuzia niemal z krzykiem wyskoczyła z kłującej igiełkami wody. Popołudnia spędzone na basenie campingowym w Bretanii, były jednak całkiem przyjemne. Drugie zaskoczenie, to odpływy i przypływy. Nawet po pobycie w Portugalii nie wyobrażałam sobie takiej ich wielkości. I w Normandii, i w Bretanii poziom wód zmieniał się bardzo szybko. W ciągu 2-3 godzin łodzie, które osiadały na mieliźnie pływały z powrotem na wodzie. I odwrotnie. Parkingi położone wzdłuż grobli klasztoru Mount St. Michel po kilku godzinach były suche i można już było tam parkować. Gdy przyjechaliśmy do klasztoru św. Michała około 9 rano musieliśmy zaparkować na parkingu dla camperów, czyli jakieś 3-4 km przed wyspą. Z daleka nawet był to ciekawy widok, gdy patrzyło się na całe pielgrzymki ludzi wędrujących wzdłuż grobli. Kiedy jednak opuszczaliśmy wysepkę St. Michel poziom wody był już tak niski, że parkingi poniżej grobli przy klasztorze były już prawie zapełnione. Podobnie było i w okolicach St. Malo, i w okolicach Houlgale, i w okolicach Reguenes Plage, i w okolicach Półwyspu Cruzon, i na Półwyspie Quiberon. Widok naprawdę zaskakujący, gdy w ciągu tak krótkiego czasu zmieniał się poziom wody. Pozostałe wrażenia z Normandii i Bretanii: - w Fecamp, słynącego podobno ze swego masywnego Abbatiale de la Trinite, którego nawa ma 127 m długości (czyli tyle samo ile nawa paryskiej katedry Norte Dame), najbardziej zachwycił mnie Pałac Benedyktyński; - oczarowana byłam Wybrzeżem Alabastrowym, a szczególnie Falaise d`Amont i Falaise d`Aval w Etretat, uroczej miejscowości słynącej z białych wapiennych łuków i tuneli skalnych; - zawiedziona byłam przejazdem podobno najpiękniejszym podwieszanym mostem na świecie, perłą Hawru - Pont-du-Normandie (przejazd kosztuje 5 euro, a najbliższym mostem Pont-du-Tareanville 2,60 euro); - zachwyciło mnie malownicze Honfleur z drewnianym XV-wieczny kościół św. Katarzyny, którego dach przypomina odwrócony kadłub okrętu; - podobała mi się organizacja na cmentarzu żołnierzy amerykańskich w Colleville-sur-Mer. Rząd 9386 białych marmurowych krzyży jest bardziej wymowny niż wystawa jakiegokolwiek muzeum; - rozczarowały mnie pozostałości sztucznego portu pod Arromanches, jak głoszą przewodniki najbardziej fascynującego zabytku świadczącego o pomysłowości Brytyjczyków w dniach desantu aliantów; - w życiu nie spotkałam takiej liści wielkich muszli, jak na nabrzeżu w Port-en-Bassin; - podobnie jak Jot-be odczułam niedosyt przy zwiedzaniu wnętrz klasztoru St. Michel; - spodziewałam się więcej wrażeń z St. Malo, ale same miasto za murami przeraziło mnie swoją komercją i szybko zadecydowałam o ucieczce na spacer wzdłuż wałów obronnych Starego Miasta, skąd można było podziwiać cudowny widok na Szmaragdowe Wybrzeże i Bastion Saint Philippe; - zdecydowanie bardziej podobał mi się Pointe-du-Grouin i Pointe-du-Penhir niż osławiony, najbardziej wysunięty na zachód cypel Francji, Pointe-du-Raz; - Pointe-du-Raz, polecany na tym forum przez Alicję o zachodzie słońca, okazał się kompletnym niewypałem (może dlatego byłam tym przylądkiem rozczarowana). Przy pięknej pogodzie, patrzenie pod zachodzące słońce jest raczej uciążliwe i nie oddaje jego uroków. Jako puls można uznać tylko fakt, iż po 19:00 nie trzeba tam płacić 6 euro za parking. Widoki jednak raczej kiepskie. Żałowałam, że nie odwiedziłam tego przylądka w godzinach przedpołudniowych. Polecam raczej to miejsce na obiadowy piknik. Wrażenie wywarł natomiast na mnie piękny pomnik dłuta Cypriana Godebskiego; - Zadziwiona i zachwycona byłam cudownym, zielono-szmaragdowym kolorem wody na Szmaragdowym Wybrzeżu, (a szczególnie na Pointe-du-Grouin), którego koloru chyba nie oddadzą żadne zdjęcia; - podobała mi się Zatoka Baie de la Foret, która przyciąga turystów bajecznymi widokami bretońskiego wybrzeża; - spodziewałam się większych wrażeń na widok menhirów w Carnac. Muszę jednak przyznać, że robią one wrażenie, ale zabrakło u mnie tego dreszczyku zachwytu, jaki odczuwam czasem w kręgosłupie; - podobał mi się Półwysep Quiberon, ze swoją niezwykle bogatą linią brzegową i jednym z najbardziej charakterystycznych bretońsko-morskich pejzaży. Wybrzeże jest tu jednym ciągiem poszarpanych falez i grot z pięknymi plażami wyścielonymi miękkim piaskiem.; - zrobiło też na mnie wrażenie same miasto Quiberon z białymi domami położonymi nad piaszczystą plażą. Wiem, że wielu miejsc nie odwiedziłam, wiele ominęłam (częściowo z braku czasu, a częściowo z braku przygotowania), ale mam nadzieję, że uda mi się jeszcze kiedyś odwiedzić te rejony i nadrobić straty. | |































