Wskazówka
Aby dodać opis miejsca zaloguj się, kliknij punkt na mapie na stronie głównej, a następnie wybierz "Dodaj opis".
Logowanie
Login:
Hasło:
Załóż konto
Zapomniałeś hasła?
WYPRAWA - "Szwajcaria 2006"
Ilość odsłon: 163
Dodany przez aseretka 2010-10-25 20:42:05
(0 komentarzy)
Data wyprawy:2006-08-26

Prolog

Szwajcaria to piękny kraj, dlatego postanowiłam opisać nasz tygodniowy pobyt w tym kraju. Przebywaliśmy tam od 26 sierpnia do 2 września (7 noclegów). Jechaliśmy dwoma samochodami na LPG. (Niestety w Szwajcarii nie można kupić gazu.) Razem było nas 10 osób (ja i mój brat z rodzinami). Nocowaliśmy w namiotach biura Eurocamp. Koszt noclegu 22 euro za noc dla 5 osób, czyli po 4,4 euro na osobę. Podane przeze mnie koszty, to wydatki poniesione przez jedną rodzinę. Ponieważ Szwajcaria jest raczej drogim krajem zabraliśmy  część żywności z Polski.

Dzień 1  (sobota)

Po noclegu w okolicach Norymbergi wyruszamy w kierunku Jeziora Bodeńskiego. Jedziemy autostradą A 9 do Monachium, potem wjazd na obwodnicę i zjazd na A 96. Przejeżdża się szybko, na obwodnicy Monachium najmniejszych korków, więc przed 9 już jesteśmy w Lindau.  Dalej mieliśmy jechać drogą 202 do Bregenz, żeby podziwiać widoki na Jezioro Bodeńskie. Niestety po zatankowaniu wpadliśmy na autostradę. Nie mamy winietki na Austrię i trochę strach, ale wycofać się nie możemy. Tunelami dojeżdżamy do Bregenz, a dalej już właściwą 202 do A 13 w Szwajcarii. Jakoś się udało bez winietki, ominęły nas jednak piękne widoki na Jezioro Bodeńskie między Lindau a Bregenz.

Na granicy ze Szwajcarią w Margrethen uśmiechnięty Szwajcar macha do nas ręką, aby jechać dalej bez zatrzymywania się. Mylimy drogę i zamiast w lewo skręcamy w prawo do centrum Margreten. Miasteczko nawet ładne, na ulicach dużo turystów i miejscowych. Wygląda na to, że jest jakiś festyn. Zawracamy kierując się na A 13 i po 30 minutach jesteśmy w Schaan, jednej z najstarszych miejscowości w księstwie Liechtenstein. Zatrzymujemy się tu na godzinę,  żeby zobaczyć ruiny rzymskiego obozu warownego oraz pochodzącą z początków XVIII w. kaplicę Dux, jedyną barokową budowlę sakralną w Lichtensteinie. Kaplica niestety zamknięta, a rzymska warownia rozczarowała mnie. Spacerujemy jeszcze trochę po ulicach miasta dochodząc do kościoła św. Laurentego i Teatru na Placu Kościelnym. Na ulicach żywego ducha, czasem tylko przejedzie jakiś samochód.  Położony na wzgórzu Pfarrkirche St. Laurentius dominuje nad miasteczkiem i stanowi jednocześnie jego punkt centralny. Przed wejściem do kościoła pomnik poświęcony Johannowi den Guten ( niestety nazwisko to nic mi nie mówi ).  Kościół niestety też zamknięty, więc wracamy do samochodu i jedziemy do Vaduz, stolicy księstwa Liechtenstein, gdzie dojeżdżamy już po 5 minutach.

Mimo statusu stołecznego ośrodka, Vaduz przypomina małe miasteczko. Spacer z jednego krańca miejscowości na drugi zajmuje niewiele czasu. Dwie główne ulice, Städtle i Äulestrasse, otaczają śródmieście. Wszystkie ważne instytucje i obiekty, łącznie z dworcem autobusowym, skupiają się na tym  niewielkim obszarze. Na ulicach jednak niewielki ruch, a i przechodniów niewielu. Być może dlatego, że dochodzi południe. Idziemy zobaczyć neogotycką Katedrę św. Floriana, która została zbudowana w latach 1868-73 jako kościół parafialny, a po utworzeniu archidiecezji w Vaduz awansował do rangi katedry. Niestety i katedra zamknięta na trzy spusty, więc nie mamy możliwości podziwiania jej wnętrza i  znajdującej się tu książęcej krypty grobowej.  Rozczarowani wsiadamy do samochodu i jedziemy do położonego na wzgórzu Schloss Vaduz. Zamek nie jest otwarty dla turystów, ale warto go zobaczyć z bliska. Przez umieszczoną w kamiennym murze otwartą bramę zajrzeć też można do zamkowych ogrodów, a ze wzgórza rozpościera się piękny widok niemal na całe księstwo.

Kierując się z Vaduz z powrotem do A 13 mamy okazję podziwiać najstarszy drewniany, kryty most łączący Liechtenstein ze Szwajcarią. Za Chur dobrze oznakowany zjazd kieruje nas na drogę numer 19 prowadzącą do Andermatt i dalej przez  przełęcz Furka Pass do Gletsch. Po drodze przepiękne widoki na alpejskie łąki i surowe skaliste szczyty gór. Mijamy Andermatt, gdzie rozpoczyna się moja ulubiona do tej pory, pokręcona droga prowadząca przez przełęcz Furka. Droga dość wąska, niezabezpieczona żadnymi barierkami przyprawić może o zawrót głowy. Gdy spojrzy się na dół widać maleńkie domy położonych w dolinie miasteczek, wstążeczki szos, małe lotnisko, a nawet miniaturowe pociągi, na które mniej odważni pakują swoje samochody, żeby przejechać przez przełęcz.

Za miasteczkiem Fiesch, na wysokości 2431 m n.p.m. rozciąga się przełęcz Furka. Przepięknie położona, z szeroką panoramą na Berneński Oberland, stanowi główne ogniwo łączące wschód i zachód Szwajcarii. Na przełęczy jak zwykle wieje silny wiatr. Temperatura spadła  z 23 do 9 0 C, więc założywszy kurtki wysiadamy popodziwiać widoki i zrobić kilka zdjęć.

Dojeżdżamy do Lodowca Rhone, skąd swój początek bierze rzeka Rodan. Gdy byliśmy tu kilka lat temu mimo, że była połowa września wszystko pokryte było grubą warstwą śniegu. Dopiero teraz miałam okazję zobaczenia lodowca w pełnej krasie. Wyglądał zupełnie inaczej niż wtedy, gdy pokryty był białym puchem był zupełnie niewidoczny i nie wyróżniał się od otoczenia. Teraz na tle szarych skał i zielonych zboczy stoków odcinały się wyraźnie białe zwały śniegu i topniejący jęzor lodowy, spływający kaskadą do doliny.  Urzekający widok.

Zjeżdżamy z lodowca w dolinę po drodze mijając Kryształową Grotę. Ponieważ zwiedzaliśmy ją podczas poprzedniej bytności nie zatrzymujemy się. Mogę jednak powiedzieć, że warto tam zajrzeć, aby zobaczyć cudne kryształy górskie o przeróżnych barwach. W Gletsch skręcamy na drogę nr 6  i znowu pniemy się w górę do położonej na wysokości 2175 m n.p.m. przełęczy Grimssel Pass. Znowu przepiękny widok na dwa utworzone przez zaporę jeziora i wcinający się w nie półwysep z hotelem i budynkami elektrowni wodnej. Zaczyna mżyć deszcz. Im niżej zjeżdżamy, tym więcej pada. Przed 18 dojeżdżamy do campingu w Interlaken. W namiocie czeka na przywitanie musujące wino. Na obiado-kolację pieczone na grillu żeberka. Musujące, słodkie wino jakoś do tego nie pasuje. Zostawiamy je na deser do słodkości.

Całą noc leje jak z cebra.

Przejechane 625 km

Czas przejazdu: 12 h

Wydatki:

      -      nocleg 125, 00 euro

-          benzyna w Norymberdze 15,11 litrów 20,00 euro

-          gaz w Norymberdze 43,53 litrów 30,50 euro

-          gaz w Lindau  31,70 litrów 22,16 euro

Razem 197,66 euro

 

Dzień 2  (niedziela)

Rano nadal leje. Jesteśmy przerażeni, bo w taką pogodę nie ma co wybierać się na wycieczkę. Nawet kurtki przeciwdeszczowe i parasole niewiele by pomogły. Z zabranego jeszcze z Polski mleka smażę naleśniki. Trochę to trwa, bo trzeba usmażyć dla 10 osób. Ale mam czas, jestem przecież na wakacjach, a dzisiaj w planie dzień wypoczynkowy.

Po śniadaniu jednak przestało padać, więc o 10:00 robimy przedobiedni spacer po campingu i okolicy. Camping Manor Farm dzięki swojemu rewelacyjnemu położeniu przyciąga corocznie setki turystów z całego świata. Leży on  bezpośrednio przy północno-wschodnim brzegu Thunersee, jednego z najczystszych jezior w Europie, w otoczeniu alpejskich, majestatycznych szczytów: Jungfrau – 4158 m, Monch – 4099 m, Schreckhorn – 4078 m, Eiger – 3970 m. Sprzed namiotu roztacza się wspaniały widok na jeden z niższych szczytów, chyba jest to Niesen, który w pokrywającej go chmurze wygląda, jak dymiący wulkan.

Wyznaczonym szlakiem idziemy w kierunku Jaskini Beatusa. Droga najpierw prowadzi górami, a potem brzegiem Jeziora Thun. Widok na jezioro urzekający. Woda ma charakterystyczny turkusowy kolor. Jest kryształowo czysta i aż zachęca, żeby się w niej zanurzyć. Postanawiamy, że po obiedzie, jeśli nie będzie padało, pójdziemy poplażować i popływać. Na razie jednak dochodzimy do przystani Beatenbucht. Z dobijającego do brzegu statku wysiada gromada turystów podążających podobnie jak i my do Jaskini Beatusa.  Grota usytuowana jest na zboczu góry, w otoczeniu pięknego kaskadowego wodospadu. Według legendy na swoje miejsce zamieszkania upodobał ją sobie św. Beatus.

Do groty nie wchodzimy, ponieważ już widzieliśmy jej wnętrze wcześniej (ja nawet dwukrotnie). Warto jednak  odwiedzić to urocze miejsce ze stalagmitami, stalaktytami i podziemną rzeką.

W zalesionej okolicy Jaskini Beatusa zbieramy grzyby. Dużo rydzów i kilkanaście prawdziwków. Rydze usmażymy na kolacje, prawdziwki przydadzą się do sosu. Na obiad kasza gryczana i pieczeń wołowa w sosie grzybowym.

Niestety po obiedzie zaczyna padać. Nici z plażowania i kąpieli. Znowu leje przez całą noc.

 

Dzień 3 (poniedziałek)

Rano budzi nas słoneczko. Szybko jemy śniadanie i przed 8:00 wyruszamy na wycieczkę. Dzisiaj w planie wodospad Giessbach, przełom rzeki Aare, wodospad  Raichenbach, lodowiec Trift, przejazd północno-wschodnim brzegiem Jeziora Czterech Kantonów i Lucerna.

Krętą drogą dojeżdżamy prawie pod sam wodospad Giessbach.  Pozostawiamy samochody na znajdującym się tu parkingu i wchodzimy pod górę w pobliże kaskad wodnych. Masy wody spadają  z hukiem z wysokości 300 m do jeziora Brienz, pokonując 14 stopni skalnych.  Ścieżka prowadzi aż po sam szczyt wodospadu wijąc się z jednej na drugą stronę. System kładek i mostków pozwala podziwiać jego piękno w całej okazałości. Jeden z mostków prowadzi za nurtem wodospadu i można spojrzeć w dół na piękny wiekowy Grand Hotel i Jezioro Brienz poprzez spadające krople wody.

Podziwianie wodospadu zajmuje nam około godziny. Czas jechać dalej do oddalonego o 15 km Meiringen.

Pomiędzy miejscowościami Meiringen a Haslital podziwiać można przełom rzeki Aare. Jest to przepiękny, skalisty wąwóz o długości 1,4 km. Kupujemy łączony bilet uprawniający do zwiedzania przełomu oraz wjazdu kolejką do wodospadu Reichenbach ( koszt 12 CHF) i zagłębiamy się w utworzony przez naturę cud. Przez wieki rzeka Aare wydrążyła w skale głęboki kanion, na którego dno rzadko zagląda światło słoneczne. W najwęższym miejscu wąwóz ma niecały metr szerokości i można jednocześnie dotknąć rękoma jego obu brzegów. Przechodzimy wąwozem dwukrotnie, w tę i z powrotem, aby jeszcze raz przyjrzeć się cudom, jakie stworzyła natura.

O kilkadziesiąt metrów od wejścia do przełomu Aare oddalona jest stacja kolejki zębatej, która dowozi turystów do wodospadu Raichenbach. Kolejka działa sprawnie od ponad 100 lat.  Po kilku minutach jesteśmy już przy wodospadzie. To miejsce uwiecznił w swoich powieściach Artur Conan Doyle uśmiercając tu swego bohatera Scherlocka Holmesa. Białą gwiazdką na skale oznaczone jest miejsce walki profesora Moriatego z genialnym detektywem.

Wodospad Raichenbach jest mniejszy niż Giessbach, ale bardziej dramatyczny. Otaczają go lite skały, a wąska struga wody wpadająca do kamiennego kotła dalej już sączy się zupełne powoli.

Ścieżką pniemy się w górę wodospadu. Okazuje się, że i tu można było dojechać samochodem, ale przecież i przejażdżka kolejką też jest coś warta.

Mija południe. Jedziemy dalej drogą nr 6 skręcając za Innertkirchen na prowadzącą do przełęczy Susten drogę nr 11. Zaczyna mżyć drobny deszczyk. W przed miejscowością Gadmen powinniśmy wysiąść z samochodów i przejść ok. 4 km do wiszącego nad lodowcem Trift mostu. Jest to podobno najdłuższy i najwyżej wiszący most linowy w Alpach, mający 103 metry długości i  wiszący na wysokości 70 metrów.  Moim, i nie tylko moim marzeniem, było przejście po tym moście i zobaczenie niesamowitego widoku na okolicę i rezerwat Trift., a także na sam lodowiec i utworzone na końcu jego jęzora  turkusowe jezioro z lodowymi blokami. Na zewnątrz samochodu uderza w nas jednak przejmujący chłód, a z nieba siąpi niemal lodowata mżawka. Po przejściu kilkuset metrów postanawiamy odpuścić sobie i wracamy do samochodów. Życie się jeszcze nie kończy. Może przy następnej bytności dane nam będzie odwiedzenie tego zakątka.

Pniemy się dalej drogą na Susten Pass, niezwykle krętą i  malowniczą. Jeszcze nigdy wcześniej tędy nie jechałam. Dochodzę  do wniosku, że  podoba mi się ona bardziej niż ta, do tej pory ulubiona, prowadząca do przełęczy Furka. Przepiękne skały porośnięte alpejską roślinnością. Szczyty pokryte śniegiem i liczne wodospady. Niestety widoczność jest niezbyt dobra. Chociaż przestało mżyć jest ciągle mglisto i pochmurno.

Przed samą przełęczą Susten prywatna droga (opłata 5 CHF)  prowadzi do lodowca Stein. Wrzucamy do automatu wymagane 5 franków i jedziemy kilkaset metrów dalej pod sam lodowiec Stein.  Widok niesamowity. Roztapiający się jęzor lodowca przechodzi w nieduże jeziorko. Wokół skały o fantastycznych kształtach. Mimo przejmującego zimna zamierzamy podejść do samego brzegu jęzora, ale znowu zaczyna padać. To już nie mżawka a ulewa. Wracamy do samochodów i pniemy się w górę do przełęczy. Z drogi jeszcze raz podziwiamy wspaniały widok na lodowiec. Temperatura na zewnątrz spada do +4,5 0 C. Zaczyna lać. Na Susten Pass nawet nie chce się nam zatrzymywać. W planie mieliśmy przejazd drogą widokową nr 2 prowadzącą do Jeziora Czterech Kantonów i dalej wzdłuż jego wschodniego i północnego brzegu do Lucerny. Leje jednak tak, że świata nie widać, a wycieraczki nie nadążają zbierać z szyb deszczu. Dojeżdżamy do Wassen i decydujemy się wracać na camping.

Na camping dojeżdżamy przed 16:00. I tu pada rzęsisty deszcz. Na obiado-kolację piree ziemniaczane i schab..

Przejechane 152 km.

Czas wycieczki:  8 h

Wydatki:

-          bilety do Aareschult i wodospadu  Raichenbach 60 CHF (12 CHF od osoby)

-          droga do lodowca Stein 5 CHF

Razem 65,00 CHF

 

 

Dzień 4  (wtorek)

Rano tylko delikatnie siąpi drobny deszczyk. Po porannej toalecie czekam do godziny 8:00 na otwarcie campingowego markeciku. Kupuję bochenek chleba (na campingu 3,60 CHF  podczas, gdy w sklepie najtańszy można kupić za 1,20 CHF) i 10 bułek, za które, po ich zważeniu, płacę „lekką ręką” 6,60 CHF. Cholernie drogie tu pieczywo, ale nie będę leciała 4 km do Interlaken. Wracam do namiotu, reszta towarzystwa oprócz mojej bratowej jeszcze śpi. Szykujemy śniadanie. Jajka na miękko, żółty ser, wędlina. Czas budzić pozostałych.

Pogoda jakaś taka nadal niepewna, raz przetaczają się chmurki, raz wychodzi słoneczko, ale mimo to postanawiamy dokończyć wczorajszą wycieczkę i jechać do Lucerny.

Wyruszamy około 10:00 i po godzinie jazdy A 8 jesteśmy w Lucernie - Mieście Światła.

To urocze miasto położone jest po obu stronach rzeki Reuss na zachodnim brzegu Jeziora Czterech Kantonów. Niegdyś mała wioska rybacka założona wokół drewnianego Kapellbrücke (Mostu Kaplicowego), to jakby Szwajcaria w miniaturze. Jak głosi legenda, miejsce pod budowę kapliczki, która miała się stać zalążkiem nowego miasta, wskazał pierwszym osadnikom świetlisty anioł.

Parkujemy nieopodal Kapellbrücke, płacąc 2 CHF za godzinę parkowania.  Drewniany, kryty most, spinający od  początku XIV w. brzegi Reussi, jest symbolem Lucerny. Pięknie ukwiecony, cieszy oko turystów. Poza tym ma urzekające wnętrze. Utworzone przez belkowanie stropu trójkąty przyozdabia tu ponad 100 XVII-wiecznych malowideł, przedstawiających postacie bohaterów i świętych oraz sceny z dziejów Szwajcarii. Stojąca z boku ośmiokątna kamienna wieża Wasserturm (Wieża Wodna) przez kilka stuleci pełniła różne funkcje: mieściła skarbiec, archiwum, a nawet służyła za więzienie. Z mostu podziwiamy widok na wznoszący się na lewym brzegu rzeki  Jesuitenkirche (kościół jezuicki), jeden z najstarszych i najpiękniejszych barokowych kościołów Szwajcarii, którego budowę rozpoczęto pod koniec XVII w.

Przechodzimy przez Kapellbrücke i uliczkami Starego Miasta dochodzimy do Weinmarkt (Placu Winnego), który w średniowieczu był sercem Lucerny. Tu znajdowały się siedziby rzemieślniczych gildii i rezydencje patrycjuszy. Zachwycają nas pięknie malowane kamieniczki z wielopoziomowymi arkadami. Pobliski Hirschenplatz (Plac Łani)również otoczony jest malowanymi kamieniczkami szlachetnie urodzonych obywateli Lucerny. Są tak śliczne, że nie można się na nie napatrzeć.

Zaczyna trochę mżyć, ale nic to w porównaniu z wczorajszą ulewą. Wchodzimy jednak do jednej z kawiarenek, aby napić się gorącej kawy i zjeść po jednym ze smakowitych, pięknie dekorowanych ciasteczek.

Wędrujemy dalej uliczkami Lucerny. Atrakcją starej części miasta jest też Museggmauer – fragment najdłuższych (870 m) i najlepiej zachowanych fortyfikacji w Europie. Na Wieży Zyt zainstalowany jest najstarszy, pochodzący z 1535 r. zegar w mieście.  Niedaleko stąd wykuty jest w skale Lowendelkmal (Pomnik Lwa) poświęcony pamięci 800 szwajcarskich kupców, którzy polegli w Tuilerie 10 sierpnia 1792 r. podczas Rewolucji Francuskiej, występując w obronie życia Ludwika XVI i jego rodzinny.

Na skwerze Glatschergarten oglądamy tzw. wazy gigantów, czyli głębokie studnie skalne wyżłobione ponad 20 tysięcy lat temu przez pokrywające te ziemie lodowiec.

Kierujemy się ku nabrzeżu, gdzie przysiadamy na ławce  i podziwiamy widok na Jezioro Czterech Kantonów i otaczające je szczyty. Z jednym z nich Pilatusem związana jest ponura legenda  o duchu Poncjusza Piłata, który bronił dostępu na szczyt góry, więżąc na zawsze śmiałków pośród skał.

Jeszcze raz przechodzimy przez Stare Miasto i krętymi uliczkami dochodzimy do Spreuerbrücke (Mostu Młynowego). Jest to drugi z najstarszych mostów Lucerny. Pochodzi on z początków XV w., a jego zadaszona, drewniana konstrukcja pokryta jest malowidłami przedstawiającymi sceny danse macabre, czyli tańca śmierci.

Lewym brzegiem Reuss idziemy do Jesuitenkirche (kościoła jezuickiego), jednego z najstarszych i podobno najpiękniejszych barokowych kościołów Szwajcarii. Jego budowę rozpoczęto pod koniec XVII w., a wieżę dobudowano w 1893 r. Wnętrze kościoła utrzymane jest w barwach różowych i białych ozdobione jest freskami i stiukami pochodzącymi z 1750 r. Jak na mój gust jednak jest zbyt cukierkowo. Zdecydowanie nie przepadam za barokiem.

Wracamy do samochodów. Dochodzi 17:00 i rezygnujemy z wycieczki dookoła jeziora.  Spacer po Lucernie zajął nam dość dużo czasu i nie ma sensu robić dodatkowych 80 km, bez zatrzymywania się choć na pół godziny w wybranych miejscach. Jeszcze tylko kupno pieczywa na kolację i na śniadanie.

Na camping wracamy przed 18:00. Na obiado-kolację czerwony barszczyk i ziemniaki okraszone przesmażonym brzuszkiem..

Przejechane 150 km.

Czas wycieczki:  8 h

Wydatki:

-          parking w Lucernie 12 CHF

-          kawa i ciastka 27,50 CHF

-          pieczywo 6,40 CHF

-          pocztówki 3 CHF (po 1 CHF szt.)

Razem 48,90 CHF

 

 

Dzień 5  (środa)

W nocy musiało się ochłodzić bo okoliczne, te niższe szczyty gór pokryły się śniegiem. Otwieram samochód i sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Jest 10,5 0 C. Zbyt upalnie to nie jest, ale przynajmniej świeci słońce.  W planie była wycieczka dookoła Jeziora Thun, ale decydujemy się na krótszą do Grindelwald. Podobno to jeden z najpiękniejszych  kurortów alpejskich, do którego jedzie się  kretą doliną wśród gór i lasów, nad którymi błyskają białe pola lodowców.  Z  Interlaken  to  tylko ok. 20 km, więc po śniadaniu (grzanki z  kupionego wczoraj chleba, ser tostowy Hochlandu, szynka konserwowa, dżem) zjedzonym już dobrze po  9:00 wyruszamy.

Jedziemy najpierw kilka kilometrów wzdłuż Jeziora Brienz, potem doliną, po której obu stronach wznoszą się porośnięte lasami i łąkami góry, a następnie zaczynamy się łagodnie piąć coraz wyżej, ku górskim szczytom. Niestety, aż do nich nie dojeżdżamy. Grindelwald, rozpościerająca się na wysokości 1034 m n.p.m.  u stóp szczytu Eiger, leży na końcu drogi skręcającej w lewo od tej prowadzącej z Interlaken do Lautenbrunnen. Mimo, że byliśmy w Lautenbrunnen kilka lat temu,  jakoś pominęliśmy tę miejscowość. Wydawało mi się wtedy, że można tam dojechać tylko kolejką zębatą (co za głupota). Dopiero informacje od bywalców forum uświadomiły mi, że można tam dojechać także i samochodem.

Grindelwald do uroczy górski kurort. Położony nieopodal majestatycznych czterotysięczników jest jak brama pozwalająca zagłębić się w świat gór i dziewiczej przyrody. Na turystów czeka tu ponad 300 km szlaków pieszych i ponad 160 km rowerowych. Wiele z nich biegnie powyżej granicy 2000 metrów.  My mamy zamiar dojść do Wąwozu Lodowcowego (Gletscherschlucht). Parkujemy nieopodal kościoła i stacji kolejki na Pfingstegg (parking 1,5 CHF za godzinę)  i maszerujemy wyznaczonym szlakiem. Po ok. 45 minutach jesteśmy u wejścia do Wąwozu Lodowcowego. Niestety podziwiać możemy tylko jego wejście:(  Na drzwiach do kasy (wstęp 7 CHF) wisi tylko kartka z napisem, że wąwóz „is closed”. Przyczyn nie podano. Nie napisano też kiedy będzie otwarty. Być może powodem były padające przez kilka ostatnich dni deszcze.  Inni może nie, ale ja jestem wściekła, bo bardziej od wąwozu chciałam obejrzeć znajdujące się tak Muzeum Kryształów.

Wracamy do Grindelwald i jeszcze godzinę mimo, że zaczyna trochę mżyć, spacerujemy po miasteczku. Ma ono charakter wybitnie turystyczno-wypoczynkowy. Dużo hoteli, pensjonatów, restauracji, barów. Z miasteczka dojechać można kolejka na wysokość 3454 m do przełęczy Jungfrajoch, niestety nie stać nas na wydatek 154 CHF od osoby. Chociaż nie wątpię, że niesamowity widok rozpościerający się z okien kolejki  na całą dolinę i znajdującą się w jej dole miejscowość jest tych pieniędzy warty. Można przecież podziwiać północną ścianę Eigeru oraz Morze Lodowe (Eismeer), a potem na górze roztacza się panorama złożona z niezliczonych górskich szczytów dookoła trójcy Eigeru, Mnicha i Jungfrau. Z drugiej zaś strony rozciąga się widok na rzekę lodu, czyli lodowiec Aletsch.

Podczas spaceru i tak trochę przemarzliśmy (wszyscy oprócz mnie). Mimo, że zaczęło świecić słoneczko temperatura w Grindelwald to zaledwie 4,5 0 C. Jednak  dopiero dochodzi 13:00, a słoneczko tak ładnie świeci, że szkoda wracać na camping. Decydujemy więc, że pojedziemy jeszcze do Adelboden.

Z Grindelwald dojeżdżamy do drogi A8 prowadzącej nad Jeziorem Thun, zwanej szumnie autostradą, chociaż nie w każdym miejscu ma ona dwa pasy ruchu,  do miejscowości Leissingen, gdzie kierujemy się, pnąc się w górę, na drogę widokową prowadzącą do Aeschi, a dalej do Frutigen i Adelboden. Widoki jak z obrazka. Najpierw po prawo cudowny widok na szmaragdową taflę Jeziora Thun, dalej ośnieżone szczyty, zielone łąki i porozrzucane na zboczach drewniane, ukwiecone domki. Uzupełnieniem tego jest bezchmurne błękitne niebo.

We Frutingen wspaniały widok na ośnieżony Masyw Engstligental. Nagie, pokryte śniegiem szczyty cudownie kontrastują z błękitnym niebem i zielenią hal. Temperatura na zewnątrz 8,0 0 C ale w słońcu wszystko wydaje się piękne.

Przejeżdżamy przez Adelboden i kierujemy się na Engstligenalp. Drogę zagradza nam drewniana niby-brama zaopatrzona w dwa pręty. Dalej coś, co wydaje się być parkingiem. Zatrzymujemy się nie wiedząc, czy można tam wjechać. Może trzeba uiścić jakąś opłatę? Na parkingu stoi autobus i kilka samochodów osobowych. Za nami staje pick-up ze szwajcarską rejestracją i zaczyna na nas trąbić. Nie wiemy, co robić, bo nie ma się jak wycofać. Z autobusu wysypuje się gromada dzieciaków i machają do nas rękami, żeby wjeżdżać. Pręty wydają się giętkie, więc ryzykujemy i powoli przejeżdżamy. Zostawiamy samochody na parkingu obok innych już tu stojących i kierując się drogowskazami ruszamy do wodospadu Engstligen. Mimo, że dochodzi 14:00 i świeci słońce mroźne powietrze chwilami zapiera dech w piersiach. W zacienionych miejscach widać nawet szron. Po 15 minutach dochodzimy do wodospadu. Jest to drugi pod względem długości wodospad w Szwajcarii. Pokonując kilka progów skalnych woda spada tu z wysokości 600 m. Cudowne widowisko!

Przez kilkanaście minut podziwiamy wodny spektakl i dróżką za wodospadem podążamy z powrotem do samochodów. Idziemy teraz innym szlakiem wzdłuż znajdującej się po prawej stronie górskiej rzeczki.  Po lewo zielone łąki z dopiero pączkującymi zimowitami. Niestety w pąkach nie wyglądają one tak uroczo, jak w pełnym rozkwicie. Nie jest ich też jeszcze tak dużo, jak wtedy, gdy byliśmy w Szwajcarii w połowie września. Wtedy całe górskie łąki pokryte są fioletowym dywanem tych witających zimę, podobnych do krokusów kwiatów. Na parkingu zjadamy kupione w Grindelwald bułeczki z kabanosami i wracamy w kierunku Adelboden.

W okolicach Adelboden jest też przełom rzeki Choleren, który zamierzaliśmy odwiedzić.  Jadąc w kierunku wioski rozglądamy się za jakimiś kierunkowskazami, które pokazywałyby drogę do Cholerenschlucht.  Nie widać żadnych. Wjeżdżamy do Adelboden. Jest to typowe alpejskie miasteczko liczące około 3.500 mieszkańców, położone w przepięknej górskiej scenerii na wysokości 1.353 m n.p.m. Otaczające je góry sięgają aż do wysokości 3.243 m n.p.m. Część domów zgrupowana jest w dolinie, a część rozrzucona po górskich zboczach. Natrafiamy na drogowskaz kierujący na Silleren. W przewodniku wyczytałam, ze jest to jedno z tych pięknych, krystalicznie czystych jeziorek górskich. Jedziemy w tamtym kierunku i natrafiamy na Adwenture Park Reharti. Przy  znajdującym się tu parkingu jest stacja kolejki linowej na Sillerenbühl i Tschentenalp. Zastanawiamy się, czy wjechać na Sillerenbühl (wjazd i zjazd 32 CHF), czy na Tschentenalp (18 CHF). W końcu jednak decydujemy się na pieszą wędrówkę przez rezerwat szlakiem prowadzącym do Fuhren. Idziemy najpierw w górę spienionego alpejskiego potoku spadającego kaskadami w dolinę, a następnie skręcamy w lewo idąc lasem i górskimi łąkami. Jest pięknie. Spacer zajmuje nam prawie dwie godziny. Nieprzyzwyczajone do górskich wędrówek nogi  trochę bolą, ale warto.

Na parkingu pytamy o drogę do Cholerenschlucht. Kierują nas na drogę prowadzącą do Hirzboden  i Frutingen, ale dowiadujemy się też, że pod koniec sierpnia wąwóz otwarty jest dla turystów tylko do 17:00. Jest już więc zbyt późno. Wracamy na camping. Na kolację kasza gryczana, wieprzowina w sosie i surówka z pomidorów i papryki.

Przejechane 128 km.

Czas wycieczki:  8 h

Wydatki:

-          parking w Grindelwald 4,50 CHF

-          paliwo 46,8 l benzyny 80,03 CHF

-          pieczywo 8,60 CHF

Razem 93,13 CHF

 

 

Dzień 6  (czwartek)

Wstaję przed 7:00. Na dworze pięknie świeci słoneczko. Zapowiada się pogodny dzień. Robię sobie kawę i  siadam przed namiotem z książką jednocześnie delektując się i napojem, i cudownym widokiem na rozświetlone wschodzącym słońcem góry. Przed 9:00 zaczynam przygotowywać śniadania i przed  budzę resztę towarzystwa. Zanim dokonają porannej toalety smażę jajecznicę na boczku. Jeszcze trochę pokrojonej wędliny, pomidory, serek topiony i śniadanie gotowe. Sprzątanie po posiłkach to już nie moja działka. Codziennie dwójka z szóstki  dzieciaków  ma dyżur. O 10:30 można już wyjeżdżać na wycieczkę. Dzisiaj dookoła Jeziora Thun i zwiedzanie zamków w Spiez, Thun i Oberhofen.

Jedziemy znajomą nam już A8 do Spiez. Tu na wciśniętym w jezioro górzystym cypelku wznosi się pochodzący z przełomu XII i XIII wieku zameczek, w którym mieści się Muzeum Historyczne (wstęp 7 CHF). Położenie zamku jest naprawdę urocze. Ze wzgórza podziwiać można zachwycający widok na miasteczko, jezioro, port i majestatyczne szczyty.

Parkujemy na płatnym parkingu (0,5 CHF za godzinę) i idziemy w kierunku zamku. Przed wejściem, z prawej strony dziedzińca zewnętrznego, niewielki ale starannie utrzymany ogród zamkowy z fontanną i kolorowymi klombami kwiatowymi.  Po lewej kamienna studnia. Zamkowa surowa wieża odcina się od bielonych ścian kasztelu. Przez bramę, mijając wiekową beczkę na wino, wchodzimy na sporych rozmiarów dziedziniec wewnętrzny. Środek dziedzińca pokryty jest kobiercem zielonej trawy. U jego wschodniego krańca stoi stara pochodząca z X wieku kaplica (wstęp bezpłatny). Kamienne wnętrze urzeka prostotą. Kaplica choć niewielka ma trzy nawy, łukowe sklepienia i niewielką ambonę. Nie ma tu ołtarza, tylko na podwyższeniu ustawiony jest wazon z kwiatami. Sklepienia prezbiterium pokrywają stare malowidła.

Nieopodal kaplicy, prawie naprzeciw jej wejścia znajduje się niewielki ogród różany. Jeden z jego boków przylega do zdobionej malowidłami kamieniczki. Przysiadamy jeszcze na chwilę w zamkowym ogrodzie, delektując się widokiem na Thunersee i szczyt Niesen.

O 10 km dalej, na najbardziej na północ wysuniętym krańcu jeziora leży Thun. Wypływająca w tym miejscu z jeziora rzeka Aare rozcina klinem skrawek lądu, tworząc małą, długą wyspę, na której skupia się centrum starego Thun. Wyspa jest tak mała, że z łatwością można ją przejść wzdłuż i wszerz na pieszo, a z lądem łączy ją kilka mostów. Chyba z pół godziny kręcimy się po mieście szukając miejsca do  zaparkowania, wreszcie parkujemy przed rzeką w okolicach dworca (1CHF za godzinę) i przez udekorowany kwiatami i flagami most przechodzimy do starej części miasta. Idziemy  dwupoziomową główną  ulicą handlowa Huptgasse, która jest tak ciekawie zbudowana, że ukwiecone dachy sklepów dolnego poziomu tworzą deptak obrzeżonego butikami poziomu górnego. Na końcu ulicy pną się w górę kręte schody prowadzące do zamku i barokowego kościoła. Idziemy tamtędy. Najpierw zwiedzamy kościół, a potem kierujemy się do położonego nieopodal zamku. Zbudowany w 1190 r. na wysokości 560 m n.p.m. ufortyfikowany kompleks zamkowy, zwieńczony jest na każdym rogu przez prostokątne romańskie wieże. Na kamiennym dziedzińcu stoją działa. W zamkowych wnętrzach znajduje się, podobnie jak i w Spiez, Muzeum Historyczne (wstęp 7CHF). Zbiory muzeum podobne do tych w Spiez. Cały przegląd szwajcarskiego oręża i umundurowania. Biała broń: halabardy, piki, kusze, miecze, a także stare rusznice i  współczesna broń. Moim zdaniem warto tam zajrzeć wyłącznie dla zwiedzenia pomieszczeń zamkowych.

Traktem prowadzącym do zamku schodzimy do miasta na prześliczny Plac Ratuszowy. Otaczają go ukwiecone, białe kamieniczki z czerwonymi i zielonymi okiennicami oraz uroczymi, arkadowymi podcieniami. Środek placu zajmuje kamienna, również pięknie ukwiecona fontanna. Spacer po Thun zajmuje nam 3 godziny. Wzdłuż rzeki wracamy do punktu wyjścia, czyli parkingu, gdzie zostawiliśmy samochody. Po drodze jeszcze drobne zakupy: chleb, śmietana, masło.

Jedziemy dalej północo-wschodnim brzegiem Thunersee do Oberhofen. Przy samym brzegu jeziora stoi tu uroczy średniowieczny zameczek zrekonstruowany z przepychem w okresie XVII – XIX wieku. Parkujemy w pobliżu zamku ( pierwsza godzina gratis, każda następna 1 CHF) i dochodzimy do położonej nieopodal przystani. Pięknie ukwiecone i obstawione palmami w donicach molo cieszy oko. Po lewo widok na zamek.  Podobnie, jak w Spiez i w Thun  i tu wstęp do wnętrz kosztuje 7 CHF. Podziwiamy zamek od strony jeziora. Południowe mury budowli opierają się niemal o taflę wody. Jedna z wież, romantyczna Seeturmchen,  wynurza się nawet z jeziora. Kolorowe, ułożone we wzory dachówki zwieńczają zamkowe wieżyczki, a  okiennice  w biało-czarne pasy zdobią zamkowe mury. Decydujemy się nie wchodzić do znajdującego się w zamku muzeum i przechodzimy do znajdującego się z tyłu zamku i jednocześnie przylegającego do jeziora ogródu. Jest on dużo większy i ładniejszy od tego w Spiez. Właściwie to park, a nie ogród. Dużo drzew, altany, kwieciste klomby, pięknie przycięte żywopłoty, tunel z zielonych krzewów. Do tego wspaniały widok na znajdujący się po drugiej stronie jeziora Niesen i inne szczyty. Jest tak pięknie, że o ponad pół godziny przekraczamy wyznaczony czas. Na szczęście nikt nie zakwestionował, że zaparkowany na godzinę samochód stoi godzinę i 35 minut.

Przepiękną drogą prowadzącą skalny półkami dojeżdżamy przez Gunten i Merlingen do campingu. Po drodze jeszcze kilka przystanków w punktach widokowych, skąd można popatrzeć na cieszące oko i duszę widoki. W namiocie jesteśmy przed 18:00.Na obiado-kolację kolację spaghetti.

Przejechane 133 km.

Czas wycieczki:  7,5 h

Wydatki:

-          parking w Spiez 1,00 CHF

-          wstęp do zamku w Spiez 35,00 CHF

-          parking w Thun 3,00 CHF

-          wstęp do zamku w Thun 35,00 CHF

-          zakupy,6,80 CHF

Razem 80,80 CHF

 

 

Dzień 7 (piątek)

Ostatni dzień pobytu na campingu Manor Farm postanawiamy spędzić w oddalonym o godzinę drogi spacerkiem (4-5 km) Interlaken. Znowu jest słoneczny dzień. Zjadamy śniadanie i o 10:00 wyruszamy.

Idziemy wyznaczonym szlakiem najpierw wzdłuż rzeczki łączącej jeziora Brien i Thun, a potem łąkami do prowadzącej do Interlakaen szosy. Na łące rośnie dużo pieczarek. Postanawiamy zebrać trochę w drodze powrotnej i zrobić na obiad zupę pieczarkową.

Po drodze mijamy kilka uroczych hoteli i pensjonatów w typowo szwajcarskim stylu oraz zagrodę z uroczymi karłowatymi kózkami o imionach: Julka i Mirko.

Jak sama nazwa wskazuje, miejscowość Interlaken leży pomiędzy górskimi jeziorami Thun i Brien, w otoczeniu górskich szczytów, które widoczne są i z naszego campingu. Masyw Jungfrau plasuje się na drugiej pozycji po najpiękniejszym szczycie Alp Matterhornie. Też skalno-lodowy, lecz inny, bardziej rozłożysty, potężny, ze strzelistymi wieżycami pod wierzchołkiem. W rozrzedzonym powietrzu podziwiać można widoki nie mające sobie równych. Piękno, piękno i zachwyt. Trzeba tu być, aby to naprawdę docenić.

Dochodzimy do Hoheweg, głównego, reprezentacyjnego bulwaru Interlaken. Ocieniony drzewami stanowi on wizytówkę miasta. Siadamy na chwilę na bulwarowej ławce, aby podziwiać widok na okoliczne szczyty.  Północną część miasta zajmują okazałe hotele w stylu wiktoriańskim, restauracje, butiki i słynne kasyno. Mijamy Grand Hotel, spowity powojami zielonych pnączy i otoczony krzewami herbacianych róż, oraz szereg butików z biżuterią, ekskluzywnymi strojami, szwajcarskimi zegarkami i czekoladkami. Kilkadziesiąt metrów dalej, za arkadowymi podcieniami, znajduje się pięknie ukwiecone kasyno Kursal, w okolicach którego położony jest kwiatowy zegar. Moim zdaniem wystrój zegara jest dość skromny. Zdobią go tylko czerwone begonie.

Przechodzimy do południowej dzielnicy Interlaken, posiadającej piękny park Hohematte, skąd napawać się aż do bólu można pięknym widokiem na Jugenfrau. Znowu przysiadamy na ławce. Zachmurzone niebo i ośnieżone szczyty przyprawiają aż o dreszcz zgrozy. Jednak choć groźnie jest pięknie. Jedna z bywalczyń forum powiedziała mi kiedyś, że będąc w Szwajcarskim Oberlandzie czuła się jak w raju. Podzielam w pełni to zdanie. Aż żal będzie jutro wyjeżdżać.

Po wyjściu z parku włóczymy się jeszcze trochę po uliczkach Interlaken. Kupujemy pamiątki, pocztówki i znaczki. W Coopie  robimy zakupy na obiad, kolację oraz na jutrzejsze śniadanie.

Dochodzi 15:00. Tą samą drogą, co poprzednio wracamy na camping.  Idąc przez łąkę zbieramy pieczarki. Na obiad zupa pieczarkowa, piree i piersi z kurczaka.

Popołudnie spędzamy na opalaniu się i kąpieli w jeziorze. Niestety dno tu jest bardzo kamieniste i bez obuwia trudno jest wejść do wody.

Wieczorem pakowanie, potem kolacja i o 22:00 już jesteśmy w łóżkach. Rano wyjazd do Włoch.

Wydatki:

-          pamiątki 20,00 CHF

-          pocztówki i znaczki 12,90 CHF

-          zakupy 8,75 CHF

Razem 41, 65 CHF

Przykładowe ceny:

-          czekolada  1,60 CHF

-          pocztówki od 0,50 – 1,00 CHF

-          znaczek na pocztówkę 1,3 CHF

-          piwo 10*0,33l  3,25 CHF

-          chleb 1,20 CHF

-          masło 2,80 CHF

-          śmietana 1,80 CHF

 

Dzień 8 (sobota)

Wstajemy bardzo wcześnie, bo o 5 rano. Przed nami 640 km drogi. Może to nie tak wiele, ale przecież będziemy jechali przez  góry i chcemy jeszcze zatrzymać się na zwiedzanie w kilku miejscach. Plusem tej części campingu Manor Farm, na której stoi nasz namiot jest to, iż nie ma tu zamykanej bramy. Nie trzeba więc czekać do 7:00, żeby móc wyjechać.

Szybkie śniadanie i jeszcze po ciemku w drogę. Jedziemy A8 w kierunku  Meiringen, a dalej przez Grimsel Pass do drogi nr 19. Zaczyna się rozwidniać. Na przełęczy na poboczach drogi leżą resztki śniegu. Nie jest go wiele, ale dałoby się ulepić bałwana. Zjeżdżamy na drogę nr 19, ale tym razem kierujemy się w przeciwnym kierunku niż przełęcz Furka. Jedziemy malowniczą Doliną Valais. Chociaż i tu widoki piękne muszę przyznać, że osobiście wolę jazdę wyższymi partiami gór.

Mijamy Obergestein z dziwnymi domami, których architektura  jest zupełnie odmienna od dotychczas obserwowanej w Szwajcarii. Zbite z prostych desek, z małymi oknami przypominają raczej jakieś szopy. Uderzający jest brak zdobiących domostwa kwiatów. Takie domy-szopy widzimy też dalej w Urlichen, Geschinen, Munster. Chociaż wierzchołki gór mają śnieżne czapy na urwistych stokach zielenieją winnice.

Przed 9:00 dojeżdżamy do Brig, głównego miasta Górnego Valais.  Leży ono nad brzegiem Rodanu, u stóp przełęczy Simplon. Ponad Starówką, przy Alte Simplonstrasse, dominuje zamek Stockalper, niegdyś największa rezydencja w Szwajcarii. Jest to duża masywna budowla z granitu i skały wulkanicznej. Już z daleka rzucają się w oczy trzy kopuły nazwane imionami Trzech Króli, najwyższa to Kacper.  Parkujemy z boku zamku, zaraz przy drodze prowadzącej na Simplon Pass. I wąską uliczką podążamy w stronę zamku. Mijamy kościół o podobnej kopule, jak wieże zamkowe i dochodzimy do zamku. Chociaż znajdujące się w nim muzeum jest jeszcze nieczynne  wejścia na dziedziniec zamkowy jest otwarte. Wchodzimy i podziwiamy przepiękne arkady i podcienia zamkowe. Przez furtkę po prawej stronie przechodzimy do ogrodu zamkowego i spacerujemy chwilę po rosarium. Jeszcze przez godzinę włóczymy się uliczkami Starego Miasta i zrobiwszy pętelkę wracamy do samochodów i pniemy się drogą nr 9 ku przełęczy Simplon.

Droga przecudna. Kręta, prowadząca przez wąwozy i spadziste zbocza. Zatrzymujemy się na chwilę, aby popatrzeć na Alpy i położone w dole Brig. Teraz już niemal jedziemy samymi szczytami gór. Droga aż zapiera dech w piersiach. Dojeżdżamy do położonej na wysokości 2005 m n.p.m przełęczy Simplon, oddzielającą od siebie Alpy Pennińskie i Alpy Lepontyńskie. Przełęcz ozdobiona jest kamiennym posągiem orła. Zatrzymujemy się na kilka minut na parkingu, żeby zrobić kilka zdjęć i jeszcze raz nacieszyć oczy alpejskimi szczytami.

Zjeżdżamy ku granicy Szwajcarii z Włochami mijając po drodze liczne wodospady. Z miasteczkiem Simplon droga wiedzie majestatycznym Wąwozem Gondo. Jeszcze tylko ostatnie przygraniczne miasteczko szwajcarskie, a dalej już są Włochy.

Przejechane do granicy z Włochami 141 km.

Czas przejazdu łącznie z postojami: 6 h.

(1 głos , średnia 5)
Zagłosuj:
Dodaj komentarz Poleć znajomemu
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

Jak sama nazwa wskazuje, miejscowość Interlaken leży pomiędzy górskimi jeziorami Thun i Brien, w otoczeniu górskich szczytów, które widoczne są i z naszego campingu. Masyw Jungfrau plasuje się na drugiej pozycji po najpiękniejszym szczycie Alp Matterhornie. Też skalno-lodowy, lecz...

więcej
Państwo:Liechtenstein
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

Po 30 minutach jesteśmy w Schaan, jednej z najstarszych miejscowości w księstwie Liechtenstein. Zatrzymujemy się tu na godzinę,  żeby zobaczyć ruiny rzymskiego obozu warownego oraz pochodzącą z początków XVIII w. kaplicę Dux, jedyną barokową budowlę sakralną w Lichtensteinie...

więcej
Państwo:Liechtenstein
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

Mimo statusu stołecznego ośrodka, Vaduz przypomina małe miasteczko. Spacer z jednego krańca miejscowości na drugi zajmuje niewiele czasu. Dwie główne ulice, Städtle i Äulestrasse, otaczają śródmieście. Wszystkie ważne instytucje i obiekty, łącznie z dworcem autobusowym...

więcej
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

Za Chur dobrze oznakowany zjazd kieruje nas na drogę numer 19 prowadzącą do Andermatt i dalej przez  przełęcz Furka Pass do Gletsch. Po drodze przepiękne widoki na alpejskie łąki i surowe skaliste szczyty gór. Mijamy Andermatt, gdzie rozpoczyna się moja ulubiona do tej pory, pokręcona...

więcej
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

W Gletsch skręcamy na drogę nr 6  i znowu pniemy się w górę do położonej na wysokości 2175 m n.p.m. przełęczy Grimssel Pass. Znowu przepiękny widok na dwa utworzone przez zaporę jeziora i wcinający się w nie półwysep z hotelem i budynkami elektrowni wodnej.

więcej
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

Wyznaczonym szlakiem idziemy w kierunku Jaskini Beatusa. Droga najpierw prowadzi górami, a potem brzegiem Jeziora Thun. Widok na jezioro urzekający. Woda ma charakterystyczny turkusowy kolor. Jest kryształowo czysta i aż zachęca, żeby się w niej zanurzyć. Postanawiamy, że po obiedzie...

więcej
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

Krętą drogą dojeżdżamy prawie pod sam wodospad Giessbach.  Pozostawiamy samochody na znajdującym się tu parkingu i wchodzimy pod górę w pobliże kaskad wodnych. Masy wody spadają  z hukiem z wysokości 300 m do jeziora Brienz, pokonując 14 stopni skalnych.  Ścieżka prowadzi aż po...

więcej
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

Pomiędzy miejscowościami Meiringen a Haslital podziwiać można przełom rzeki Aare. Jest to przepiękny, skalisty wąwóz o długości 1,4 km. Kupujemy łączony bilet uprawniający do zwiedzania przełomu oraz wjazdu kolejką do wodospadu Reichenbach ( koszt 12 CHF) i zagłębiamy się w...

więcej
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

O kilkadziesiąt metrów od wejścia do przełomu Aare oddalona jest stacja kolejki zębatej, która dowozi turystów do wodospadu Raichenbach. Kolejka działa sprawnie od ponad 100 lat.  Po kilku minutach jesteśmy już przy wodospadzie. To miejsce uwiecznił w swoich powieściach Artur Conan...

więcej
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

Pniemy się dalej drogą na Susten Pass, niezwykle krętą i  malowniczą. Jeszcze nigdy wcześniej tędy nie jechałam. Dochodzę  do wniosku, że  podoba mi się ona bardziej niż ta, do tej pory ulubiona, prowadząca do przełęczy Furka. Przepiękne skały porośnięte alpejsk...

więcej
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

To urocze miasto położone jest po obu stronach rzeki Reuss na zachodnim brzegu Jeziora Czterech Kantonów. Niegdyś mała wioska rybacka założona wokół drewnianego Kapellbrücke (Mostu Kaplicowego), to jakby Szwajcaria w miniaturze. Jak głosi legenda, miejsce pod budowę kapliczki...

więcej
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

Grindelwald, rozpościerająca się na wysokości 1034 m n.p.m.  u stóp szczytu Eiger, leży na końcu drogi skręcającej w lewo od tej prowadzącej z Interlaken do Lautenbrunnen. Ten uroczy górski kurort ,położony nieopodal majestatycznych czterotysięczników jest jak brama...

więcej
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

Z Grindelwald dojeżdżamy do drogi A8 prowadzącej nad Jeziorem Thun, zwanej szumnie autostradą, chociaż nie w każdym miejscu ma ona dwa pasy ruchu,  do miejscowości...

więcej
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

Jedziemy znajomą nam już A8 do Spiez. Tu na wciśniętym w jezioro górzystym cypelku wznosi się pochodzący z przełomu XII i XIII wieku zameczek, w którym mieści się Muzeum Historyczne (wstęp 7 CHF). Położenie zamku jest naprawdę urocze. Ze wzgórza...

więcej
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

Na najbardziej na północ wysuniętym krańcu jeziora leży Thun. Wypływająca w tym miejscu z jeziora rzeka Aare rozcina klinem skrawek lądu, tworząc małą, długą wyspę, na której skupia się centrum starego Thun. Wyspa jest tak mała, że z łatwości...

więcej
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

Jedziemy dalej północo-wschodnim brzegiem Thunersee do Oberhofen. Przy samym brzegu jeziora stoi tu uroczy średniowieczny zameczek zrekonstruowany z przepychem w okresie XVII – XIX wieku. Parkujemy w pobliżu zamku ( pierwsza godzina gratis, każda następna 1 CHF) i dochodzimy do...

więcej
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

Brig, główne miasto Górnego Valais, leży nad brzegiem Rodanu, u stóp przełęczy Simplon. Ponad Starówką, przy Alte Simplonstrasse, dominuje zamek Stockalper, niegdyś największa rezydencja w Szwajcarii. Jest to duża masywna budowla z granitu i skały...

więcej
Państwo:Szwajcaria
Kontynent:Europa
Kategoria:Atrakcja turystyczna

Droga z Birg poprzez Przełęcz Simplon jest przecudna. Kręta, prowadząca przez wąwozy i spadziste zbocza. Zatrzymujemy się na chwilę, aby popatrzeć na Alpy i położone w dole Brig. Teraz już niemal jedziemy samymi szczytami gór. Droga aż zapiera dech w piersiach. Dojeżdżamy do...

więcej