Lessowe wąwozy w zachodniej Lubelszczyźnie są zachwycające. A jest ich tyle, że niejeden weekend można by spędzić, wędrując po nich, czy pokonując je na rowerze. W niektórych okolicach - choćby we wsiach Parchatka i Zbędowice nieopodal Puław - doliczono się ponad 11 km wąwozów na kilometr kwadratowy powierzchni! Less to skała osadowa o słomkowej (za sprawą pyłu kwarcowego) barwie, tworzą się na niej żyzne czarnoziemy. Na skutek erozji podłoża zbudowanego z miękkich skał powstają też wąwozy - głębokie doliny o wąskim, zwykle suchym dnie i stromych zboczach. Przygoda z wąwozami Naszą przygodę z wąwozami rozpoczynamy pewnego letniego poranka w Nałęczowie (27 km od Lublina), uzdrowisku o ponad dwustuletnich tradycjach, w którym leczy się choroby serca. Najcenniejszym zabytkiem 4,5-tysięcznego kurortu malowniczo położonego w dolinie rzek Bystrej i Bochotniczanki, jest XVIII-wieczny pałac Małachowskich (na parterze Muzeum Bolesława Prusa, kuracjusza i kronikarza Nałęczowa), otoczony Parkiem Zdrojowym z XVIII w. Przepływa przezeń Bochotniczanka, są też: staw, Pijalnia Wód, Palmiarnia, Stare Łazienki, Domek Grecki, Willa Angielska, Termy Pałacowe i Atrium Spa. Rośnie tu wiele ciekawych okazów drzew i krzewów, m.in.: skrzydłorzechy chińskie, tulipanowce amerykańskie, katalpy. W samym miasteczku zwracają uwagę zabytkowe wille w stylu szwajcarskim, włoskim i zakopiańskim. Wskakujemy na rowery przed bramą zachodnią Parku Zdrojowego. Zanim udamy się w stronę wąwozów, robimy małą pętelkę wokół Nałęczowa. Mijamy willę Wołyń z przełomu XIX i XX w. (murowana, drewniane elementy dekoracyjne) i XIX-wieczną Kurzajkę zwaną też Józefinką, dawną ochronkę prowadzoną przez nałęczowskie społeczniczki. Skręcamy w prawo w ul. Chmielowskiego i wjeżdżamy w las gęsto poprzecinany wąwozami. Przed nami Starówka - dawna szkoła Towarzystwa Popierania Przemysłu Ludowego, nazywana również Szkołą w Wąwozach. To willa z białego kamienia i... | |
| Zobacz cały artykuł (link zewnętrzny) |


Lessowe wąwozy w zachodniej Lubelszczyźnie są zachwycające. A jest ich tyle, że niejeden weekend można by spędzić, wędrując po nich, czy pokonując je na rowerze. 