Cykady cykają wśród bugenwilli, figi miarowo odmierzają czas, z pluskiem wpadając do jeziora, by chwilę później wirować wśród fal wraz z opadłymi kwiatami oleandrów... Wystarczy godzina lotu z Polski, by znaleźć się w tym ogrodzie ziemskich rozkoszy. Nad zachodnim brzegiem największego i najczystszego włoskiego jeziora Garda rozciąga się północna riwiera zwana cytrynową - od dużego Salo do malutkiego Limone. Zachodni brzeg osłaniają przed wiatrami potężne ramiona schodzących wprost do wody Alp. Cytrynowa riwiera Trzy lipcowe tygodnie spędziłam w Gargnano, najładniejszym miasteczku w centrum cytrynowej riwiery, na Międzynarodowym Kursie Kultury i Języka Włoskiego organizowanym przez Uniwersytet w Mediolanie (www.calcif.unimi.it). Zajęcia odbywały się w Palazzo Feltrinelli, imponujących rozmiarów willi ofiarowanej uczelni przez rodzinę największych włoskich wydawców. Od kilkudziesięciu lat podczas wakacji gości ona 60 osób z całego świata, które pod okiem znawców języka i sztuk pięknych mogą pogłębiać italofilskie pasje. Na początku lat 40. była kwaterą główną Benito Mussoliniego, gdy tworzył marionetkową republikę Salo. Na szczęście z ducha faszyzmu nie pozostał nad jeziorem żaden ślad. Choć formalnie Riviera dei Limoni należy do Lombardii (najbliższe lotniska w Bergamo, Bresci i Weronie), na pierwszy rzut oka widać wpływy regionu Veneto. Błękitnawo-zielonkawe kamienice szczelnie chronią przed światłem masywne persjany, jakby żywcem przeniesione z XVIII-wiecznych fresków Giambattisty Tiepola. Pas drzewek cytrynowych oddziela wąskie, kamieniste i białe plaże od domów oplecionych powojami, rozsiewając aromat limoncello - najsłynniejszego w okolicy trunku. Okolice Gardy słyną również z win marek Bardolino, Soave i Valpolicella. Pośród aperitifów od niedawna prym wiedzie Aperol Spitz, początkowo napitek typowo wenecki, z czasem rozpowszechniony w niemalże całych | |
| Zobacz cały artykuł (link zewnętrzny) |


Cykady cykają wśród bugenwilli, figi miarowo odmierzają czas, z pluskiem wpadając do jeziora, by chwilę później wirować wśród fal wraz z opadłymi kwiatami oleandrów... Wystarczy godzina lotu z Polski, by znaleźć się w tym ogrodzie ziemskich rozkoszy. 