| Państwo: | Indonesia |
| Kontynent: | Azja |
| Kategoria: | Miejsce |
|
| |
|
Indonezja jest krajem składającym się na Archipelag Malajski w skład, którego wchodzi około dwadzieścia tysięcy wysp. Z tego, około osiemnaście tysięcy należy do Indonezji. Większość z nich to małe, niezamieszkane wysepki, które urzekają swoim urokiem i dziewiczością. Jedną z takich wysp jest oddalona o dwie godziny jazdy od Malang, leżąca na południe od Jawy wyspa Sempu. *** Podróż na wyspę Sempu zawdzięczam Tavishowi – Australijczykowi, który jest jednym z mieszkańców Domu przy ulicy Czekoladowej i który otrzymał od uniwersytetu samochód z kierowcą na cały dzień. Oczywiście, część pozostałych lokatorów podczepiła się pod tę wyprawę i rano, niewyspani, z przymkniętymi oczami, przy majaczeniu dobiegającym z meczetu, w siedem osób zapakowaliśmy się do Daihatsu Xenia. Trudno powiedzieć, co leżenie na plaży ma wspólnego z pisaniem przez Tavisha pracy na temat Rekreacyjnej Kultury Łowienia Ryb w Indonezji, ale kogo to obchodzi. Czas potrzebny na dotarcie do celu został przez nas wykorzystany różnie. Jedni zdecydowali, że spróbują się przespać, inni oddali się urokom podróży, czyli podziwianiu kolejnych wspaniałych obrazów pagórków i wzgórz porośniętych zachwycającymi palmami. Ja natomiast, próbowałem wychwycić o czym Tavish rozmawiał z kierowcą. Na tyle na ile mój język indonezyjski pozwolił mi wyłapać, poruszone zostały tematy korupcji, praw kobiet, indonezyjskich polityków oraz ormiańskich filmów animowanych z lat sześćdziesiątych, ale co do tego ostatniego to nie jestem pewien. *** To co przyciąga tutaj ludzi to przepiękna błękitna laguna. Aby do niej dotrzeć należy jednak wcześniej odbyć - w zależności od warunków - przynajmniej jednogodzinną wędrówkę przez dżunglę. Żądni odkrycia nowych terenów, niczym Indiana Jones ruszyliśmy przed siebie i zanurzyliśmy się w gęstym, pierwotnym lesie. Takim jak u początków cywilizacji. I tak samo go przemierzaliśmy. Na stopach, przeciwstawiając swoją moc i umiejętności dzikim siłom natury. Przetrwa najbardziej zwinny – takie panuje tutaj prawo. *** W amoku odkrywcy wdrapaliśmy się na początek na skały i staliśmy oniemiali przed bezkresnym ogromem Oceanu Indyjskiego. Rozpościerał się przed nami widok epicki, wręcz katalogowy. Wspaniała woda aż po horyzont. Uderzenia fal o wysoki na kilkadziesiąt metrów klif wyspy. Intensywnie zielona flora próbująca chować się w porowatych skałach wulkanicznych. Parę kilometrów od wybrzeża dwie inne małe wyspy, uformowane rękoma oceanu na wzór spodków albo odwróconych kapeluszy. Wstrząs poezją bezkresnej głębi wody wdał się także we znaki Hani, która wydała zdławione westchnienie. Oglądaliśmy to wszystko w cichości, chociaż w uszach szumiało nieskończonością błękitnego żywiołu, a w środku grało Dziewiątą Symfonię Beethovena. A kiedy się obróciliśmy, mieliśmy przed sobą doskonały obraz całej laguny. Hania znowu cicho załkała. Musiałbym mieć serce z kamienia, a duszę z budyniu, by nie zachłysnąć się tą przyrodą. Żadne słowa nie są w stanie oddać wyobrażenia jej cudowności. Musieliśmy zejść - plaża czekała, żeby ją zdobyć na dobre, więc rzuciliśmy się w jej ramiona. *** Ludzie mówią, że podróże kształcą. A ja mówię, że podróże męczą, ale i tak warto. więcej na http://doktorhoryzont.blogspot.com | |




Wto
Sob
